W Bydgoszczy 14 listopada 1939 r. został rozstrzelany Kazimierz Ćwiklak - ojciec Zygmunta. Chcąc się pomścić za to, starałem się na każdym kroku Niemcom przeszkadzać, mimo że mogła mnie na każdym kroku kara śmierci spotkać - pisał do komendanta Milicji Powiatowej w Żninie 23 lutego 1945 r. Zygmunt Ćwiklak, broniąc się przed karnym wysłaniem do robót przyfrontowych za podpisanie lojalki wobec hitlerowskiej władzy. Tymczasem prawda była taka, że biurową pracę pod bokiem okupacyjnych władz w rogowskim Zarządzie Gminnym wykorzystywał między innymi do ratowania zagrożonych aresztowaniem i skazaniem na śmierć Polaków.

Zygmunt Ćwiklak, zdjęcie z przedwojennego okresu pracy w samorządzie gminnym w Rogowie (1936 r.) fot. archiwum rodzinne Leszka Ćwiklaka
Zygmunt Ćwiklak, zdjęcie z przedwojennego okresu pracy w samorządzie gminnym w Rogowie (1936 r.) fot. archiwum rodzinne Leszka Ćwiklaka

     Zygmunt Ćwiklak urodził się 29 kwietnia 1908 r. w Rogowie (powiat żniński), w rodzinie robotniczej, jako syn Kazimierza i Józefy (z domu Ratajczak). Rodzina Ćwiklaków mieszkała w Rogowie, w nieistniejącym już domu przy ulicy Kolejowej 10. Edukację rozpoczął jeszcze w okresie zaborów, a jej początek przypadł na okres I wojny światowej. Do klasy pierwszej Szkoły Powszechnej w Rogowie poszedł w 1915 r., a ukończył ją już w niepodległej Polsce w 1922 r. Zachowane świadectwo ukończenia szkoły świadczy, że nie był uczniem ani słabym, ani wybitnym, bowiem przeważają oceny dobre.
     BIURALISTA W URZĘDZIE GMINY W ROGOWIE
     W latach 1922-1924 kontynuował naukę w niemieckiej Szkole Handlowej w Bydgoszczy, którą ukończył kursami z zakresu księgowości i stenografii.
     Na świadectwie z 1 listopada 1924 r., wystawionym przez rewizora ksiąg G. Vorreaua, można przeczytać: Pan Ćwiklak zatrudniony był w czasie tym książkowością różnych rodzajów i miał sposobność zapoznać się z licznymi systemami maszyn do pisania. W stenografji postąpił tak dalece, że możliwem mu dyktando w skróceniu podjąć i maszyną przepisać. Przez pilność i zainteresowanie nabrał wiele zdolności w powyższych zakresach. Właściciela niniejszego świadectwa polecam każdemu biurowi i kantorowi jako zdolną siłę [pisownia oryginalna - przyp. bw].
     Zdobyte w szkole handlowej wykształcenie i kwalifikacje pozwoliły Zygmuntowi Ćwiklakowi szybko znaleźć dobrą pracę, zwłaszcza że zapotrzebowanie na fachową kadrę w tworzącej się polskiej administracji samorządowej było kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nadal bardzo duże, o czym może świadczyć fakt, iż Zygmunt Ćwiklak otrzymał w tym czasie jeszcze kilka propozycji pracy także w innych samorządach z terenu Wielkopolski. Ostatecznie po zakończeniu nauki w Bydgoszczy, jeszcze w 1924 r. został zatrudniony w samorządzie gminnym Rogowa, gdzie pracował do wybuchu II wojny światowej. W dokumentach z tamtych czasów jako zawód pojawia się słowo biuralista.
     OD TRAGEDII DO RODZINNEGO SZCZĘŚCIA
     W tym czasie ożenił się dwukrotnie, przy czym pierwsze małżeństwo z Cecylią (z domu Lewa) zakończyło się rodzinną tragedią. Wkrótce po ślubie, zawartym najprawdopodobniej w 1929 r., małżonka zmarła wskutek powikłań poporodowych. Poród miał miejsce 25 października 1929 r., a Cecylia Ćwiklak zmarła po operacji przeprowadzonej 10 listopada 1929 r. Dramatu sytuacji dopełniła śmierć narodzonej córeczki, która zmarła kilka dni przed matką, bo 4 listopada 1929 r.
     Według zachowanych przekazów rodzinnych, matka z córką zostały pochowane w jednej trumnie.
     Warto w tym miejscu nadmienić, iż Cecylia Ćwiklak była córką zasłużonego działacza i posła na Sejm Ustawodawczy (1919-1922) z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego Piast - Stanisława Lewego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, który zmarł 12 lutego 1941 r. w Rogowie i został pochowany na tamtejszym cmentarzu parafialnym.
     Drugie małżeństwo z Jolentą (z domu Dłużniewska - ur. 1915 r., jej ojciec Jan Dłużniewski zginął w wieku 24 lat pod Verdun w 1914 r.)
okazało się być bardziej szczęśliwe, a ślub został zawarty 1 sierpnia 1933 r. Z tego związku jeszcze przed wojną na świat przyszły trzy córki: nieżyjąca już Gabriela (ur. 1935 r.), Lila (ur. 1936 r.) i Eugenia (ur. 1939).

Nagrobek, pod którym jest pochowany zasłużony działacz i poseł Sejmu Ustawodawczego 1919-1922 - Stanisław Lewy wraz z małżonką Marianną, jest w fatalnym stanie. Płyta z ledwo widocznym nazwiskiem się przewróciła i jest obecnie położona na grobie. fot. Bartosz Woźniak
Nagrobek, pod którym jest pochowany zasłużony działacz i poseł Sejmu Ustawodawczego 1919-1922 - Stanisław Lewy wraz z małżonką Marianną, jest w fatalnym stanie. Płyta z ledwo widocznym nazwiskiem się przewróciła i jest obecnie położona na grobie. fot. Bartosz Woźniak

     Z CUKROWNI DO NIEMIECKIEGO URZĘDU
     Po wkroczeniu niemieckiej armii na Pałuki i zaprowadzeniu okupacyjnej administracji we wrześniu 1939 r., Zygmunt Ćwiklak został pozbawiony stanowiska w rogowskim urzędzie. W pierwszych miesiącach wojny został skierowany do ciężkiej pracy w Cukrowni w Żninie i na roli.
     W tym czasie w rękach Niemców znajdował się już jego ojciec Kazimierz, który został aresztowany niemal natychmiast po zajęciu Rogowa przez Wehrmacht. - Hitlerowcy mieli na Pałukach osoby stanowiące piątą kolumnę, która jeszcze przed agresją działała na ich rzecz. Jeden z Niemców, aby utrudnić Polakom łączność, popodcinał słupy telefoniczne. Został schwytany przez polską policję w Rogowie i trafił na komisariat, gdzie prawdopodobnie został ostro potraktowany przez funkcjonariuszy i wkrótce potem zmarł. W chwili, gdy wojsko niemieckie wkraczało na Pałuki, policjanci nakazali dziadkowi Kazimierzowi [Ćwiklakowi, ojcu Zygmunta - przyp. bw], który mieszkał obok i był tam stróżem, aby zakopał zwłoki Niemca. Miał to zrobić z kolegą Michałem Bernardem. Kiedy Niemcy weszli do Rogowa, pytali o swojego człowieka, ktoś im doniósł, co się stało i sprawa się wydała. Obaj zostali aresztowani, wywiezieni do Bydgoszczy, skazani przez niemiecki sąd na karę śmierci i rozstrzelani - opowiada dramatyczne losy rodziny z początków wojny Leszek Ćwiklak, syn Zygmunta.
     Wkrótce jednak zmieniło się położenie Zygmunta Ćwiklaka, co nastąpiło dzięki znajomemu Niemcowi Oskarowi Rakowowi, którego po sąsiedzku znał od dzieciństwa. Człowiek ten po przejęciu władzy przez okupantów objął stanowisko komisarza obwodowego (wójta) gminy Rogowo.
     Przyszedł do mego mieszkania, zabrał mnie i przyjął do pracy w biurze gminy. Po moim przyjęciu ów Rakow na moje przedstawienie losu innych braci Polaków, którzy cierpieli z niedostatku i złego traktowania niektórych Niemców, przyjął do biura następujących Polaków: Władysława Szymczaka, Zofię Strzelewicz, Zygmunta Kaczmarka, Kurowską, Stanisława Sobkowiaka, Cecylię Kujawę, Konrada Więckowskiego. [...] Nadmieniam, że Rakow był wyjątkowy człowiek – Niemiec - wspominał później w jednym z listów Zygmunt Ćwiklak.
     Korzystanie z dalszej pomocy, która przyszła ze strony Oskara Rakowa, wiązało się jednak z koniecznością dokonania moralnego wyboru, a mianowicie podpisania listy, która była wyrazem lojalności wobec niemieckich władz. Następnie komisarz ten, chcąc nam dalej pomóc, wytypował niektórych z tych pracowników na tak zwaną listę „Leistung Pole“ [Pozyskani Polacy - przyp. bw], przyznam się, że z obawy, zresztą wyrażonej groźby przez Starostę Powiatowego podpisałem wniosek ten - tłumaczył swoją decyzję odnośnie podpisania listy Zygmunt Ćwiklak.
     ZEMSTA ZA ŚMIERĆ OJCA
     Decyzja ta nie pozostała bez wpływu na negatywną ocenę jego postawy ze strony innych Polaków, o czym z wyrozumiałością wobec tych osób po latach pisał: Czyniąc podpis pod wnioskiem uczyniłem błąd, gdyż po wyzwoleniu musiałem cierpieć, mimo że dało mi to duże możliwości w niesieniu pomocy Polakom, za co byłem prześladowany przez samych Polaków, nieświadomych swych czynów i krzywd wyrządzonych mojej osobie. Całe szczęście moje, że spośród Polaków, którym niosłem pomoc znalazła się ob. Jaworska, która będąc z tytułu jej walki podziemnej na wysokim stanowisku dała mi możność schronienia się u jej rodziny.
     O pomocy, jakiej Zygmunt Ćwiklak udzielał Polakom w tragicznych i ciężkich czasach okupacji niemieckiej, wiele można się dowiedzieć z zeznań, jakie pod przysięgą przed obliczem władz komunistycznych składali po wojnie ludzie, którzy doświadczyli od niego różnego rodzaju przysług, głównie w załatwianiu spraw urzędowych.
     - Ojciec nigdy mi nic o tym nie powiedział, matka tylko trochę wspominała, ale też wszystkiego pewnie nie wiedziała. Najprawdopodobniej nawiązała z nim współpracę organizacja AK-wska i jego zadaniem było przechwytywanie dokumentów trafiających do Rogowa z różnych stron Polski, które dotyczyły ludzi poszukiwanych przez Niemców. Żeby to przechwycić zastępował w odbiorze dokumentów pracującą z nim Niemkę, której w okresie prawdopodobnego nadejścia przesyłki wmawiał, że słabo wygląda, aby móc samemu odebrać paczkę. Chodził wtedy z urzędu na pocztę i odbierał te papiery, po czym je przynosił do domu i palił. Poszukiwanym, którzy dowiedzieli się o zagrożeniu i przyjeżdżali do Rogowa, aby się zameldować, wyrabiał dokumenty na inne nazwisko. Nieświadomi niczego Niemcy wydawali tym Polakom podrobione dokumenty jako autentyczne - opowiada Leszek Ćwiklak.
     Wobec podjęcia swego rodzaju współpracy z Niemcami w czasie wojny, Zygmunt Ćwiklak mógł czuć się poważnie zagrożony w obliczu nastania komunistycznych rządów w Polsce, dla których, ale nie tylko dla nich, tego rodzaju działalność, bez zagłębiania się w jej charakter, mogła grozić nawet karą śmierci. Na szczęście dla Zygmunta Ćwiklaka znaleźli się świadkowie, którzy ręczyli za niego, potwierdzając jego słowa o wielorakiej pomocy, jakiej udzielał Polakom z narażeniem własnego życia.
     Zaświadczam niniejszym jako Pan Ćwiklak upominał mnie po kilka razy, że gestapo niemieckie śledzi mojego syna Franciszka Kaczmarka, posądzajac go jako szpiega na korzyść Rosji. Radząc, aby się ukrył. Ja zaś nie przypuszczając, iż to by się stać mogło, nie uczyniłem tego kroku! Syna zabrali, więzili 9 miesięcy i na śmierć skazali. [...] Jednym słowem ratował Polaków i był najlepszym przyjacielem Polski, a wrogiem Niemiec - napisał w przejmujących słowach 24 lutego 1945 r. Michał Kaczmarek z Rogowa.
     Jednym z dowodów, potwierdzających tego rodzaju konspiracyjną działalność Zygmunta Ćwiklaka, jest także oświadczenie mieszkańca Skórek, Kazimierza Duralskiego, który 8 marca 1945 r. pisał: Oświadczam w miejsce przysięgi, że ob. Zygmunt Ćwiklak z Rogowa jako pracownik w b. Komisariacie w Rogowie na moją i mego ojca prośbę pomógł nam w lutym 1944 przez wystawienie dokumentów dla mego ukrywającego się brata Bolesława Duralskiego, obecnie i poprzednio przebywającego w Toruniu. Brat mój Bolesław D. był poszukiwany przez władze niemieckie i niewątpliwie skazany byłby na karę śmierci. Przez osiągnięcie tych dokumentów mógł się zabezpieczyć przed odszukaniem go. Obywatelowi Ćwiklakowi zawdzięczamy dzisiaj, że brat uniknął wyroku niemieckiego, który niewątpliwie skazałby go na śmierć. Jemu brat mój zawdzięcza swoje życie. Poza tym znam ob. Ćwiklaka jako dobrego patriotę i pomagającego Polakom w czasie okupacji niemieckiej.
     W obronie dobrego imienia Zygmunta Ćwiklaka stanęli również mieszkańcy gminy Rogowo, których oświadczenie publikujemy obok. Na dwóch stronach tego dokumentu, sporządzonego 9 marca 1945 r., Za ludność gminy Rogowo podpisało się 69 osób z różnych miejscowości.
     Z kolei w zaświadczeniu leśniczego z Nadleśnictwa Gołąbki z 10 marca 1945 r. można przeczytać: Niniejszym zaświadczam, że obyw. Ćwiklak Zygmunt sekretarz z Rogowa, który w czasie okupacji niemieckiej pracował w Zarządzie Gminnym w Rogowie, dostarczył mi dla obyw. Szelmeczki Stanisława z Żernik, któremu groziła ze strony Niemców kara śmierci za antyniemiecką działalność, dowodów osobistych na nazwisko Nowak. Również dla regenta, młynarza z Drewna, który za mielenie większej ilości zboża aniżeli przewidywały karty, ścigany był przez władzę niemiecką, dostarczył obyw. Ćwiklak dowód osobisty na nazwisko Prosinowski.
     Współpracownicy Zygmunta Ćwiklaka z okresu okupacyjnej pracy w Zarządzie Gminnym w Rogowie, w sporządzonym 11 marca 1945 r. piśmie także poświadczyli jego zasługi dla ratowania Polaków, stwierdzając m.in. co następuje: Obyw. Ćwiklak był jednym z pierwszych Polaków, którego w formie rozkazu wcielili do biura zarządu gminnego i wykorzystano w bezczelny sposób tak dalece jego zdolności, że musiał pracować w biurze po 16 do 18 godzin na dobę, nie uwzględniając w ogóle jego słabego stanu zdrowia. Wynagrodzenie było złośliwie śmiesznie małe, nawet poniżej taksy robotnika niewykwalifikowanego. [...] Zaufanie braci Polaków do obyw. Ćwiklaka było bezsprzecznie duże. Oskarżeni Polacy, względnie zawyrokowani zaocznie na śmierć szukali u obyw. Ćwiklaka pomocy. Obyw. Ćwiklak z narażeniem własnego życia i przykrych następstw własnej rodziny, wystawiał tymże Polakom nowe dowody osobiste ze zmyślonymi nazwiskami, dalej przestrzegał braci Polaków przed aresztowaniami, załatwiał najwięcej zawiłe dla Polaków sprawy aprowizacji, karne i polityczne.
     Ciekawe, że w tym oświadczeniu współpracownicy nie wypowiadają się tak przychylnie o wspomnianym Niemcu Oskarze Rakowie, jak sam Zygmunt Ćwiklak w przytaczanym wyżej liście. Stwierdzają bowiem, iż Niemcy wyszukanym sposobem potrafili go uczynić LP [Leistung Pole - przyp. bw], by nareszcie do niego wzbudzić u Polaków niechęć. Jak jednak podkreślają w następnych słowach, działania okupantów w tym zakresie nie przyniosły rezultatu, a Polacy pod ich wpływem jeszcze bardziej skupili się przy Zygmuncie Ćwiklaku, za co ten odwdzięczał im się jeszcze większym wsparciem i pomocą.
     Wspomnianą przez Leszka Ćwiklaka organizacją, z którą miał wtedy współpracować jego ojciec, był zapewne Samodzielny Oddział Partyzancki AK obwodu Pałuki 315, którego działalność zapoczątkowali w 1939 r. bracia Hądzlikowie - Bogdan ps. Madaj i Zbisław ps. Jaguar, którzy nawiązali kontakt z Henrykiem Ostojskim ps. Borsuk, leśniczym z Głęboczka. Oddział funkcjonował na terenie Nadleśnictwa Gołąbki. W jego szeregach było około 70 zaprzysiężonych żołnierzy. Działalność oddziału skupiała się na prowadzeniu wywiadu, rozpoznaniu terenu, sabotażu i akcjach dywersyjnych. Szefem wywiadu i kontrwywiadu był Henryk Ostojski Borsuk, który z racji wykonywania obowiązków zawodowych miał dostęp do ważnych z punktu widzenia walki z okupantem informacji, które przekazywane były na wyższe szczeble dowództwa AK. Leśniczy Ostojski dysponował również konspiracyjnym lokalem, gdzie ukrywali się poszukiwani przez okupantów Polacy, a także księża, którzy potajemnie pełnili posługę duszpasterską.
     Na bliską współpracę z tym oddziałem wskazuje zaświadczenie wydane 13 marca 1945 r. właśnie przez leśniczego Henryka Ostojskiego, w którym pisze on o Zygmuncie Ćwiklaku, że jako pracownik Zarządu Gminnego w Rogowie w czasie okupacji był zawsze przychylny dla Polaków w sposób następujący, że było wielu Polaków ukrywających się przed karą śmierci lub też więzieniem, w czasie tym obywatel Ćwiklak dostarczał mi blanko wykazy osobiste (Ausweisy), karty wymeldowania oraz zaświadczenia kartek żywnościowych, które ja wystawiałem niżej wymienionym. W tym miejscu padają m.in. nazwiska konspiratorów z obwodu Pałuki 315, wśród których są m.in. bracia Hądzlikowie. Również dostarczał mi obywatel Ćwiklak kartki żywnościowe, za które kupowałem żywność dla ukrywających się w tutejszym lesie partyzantów rosyjskich, którzy przebywali w miesiącu wrześniu 1944 r. - kończy oświadczenie Henryk Ostojski, który przywołując pomoc dla żołnierzy radzieckich idącą ze strony Zygmunta Ćwiklaka dał poważny argument przedstawicielom władzy komunistycznej za uniewinnieniem go od zarzutu współpracy z Niemcami.
     Henryk Ostojski wystosował powyższe oświadczenie prawdopodobnie w związku z przywołaniem jego osoby jako jednego ze świadków przez Zygmunta Ćwiklaka, który w piśmie do komendanta Milicji Powiatowej w Żninie z dnia 23 lutego 1945 r., czując się pokrzywdzonym prosił o zwolnienie od nieprzyjemnych następstw, jak również z listy wysłanych do robót przyfrontowych. Ostatecznie Zygmunt Ćwiklak nie poniósł żadnych poważniejszych konsekwencji ze strony prowadzących postępowanie władz komunistycznych z tytułu rzekomej współpracy z hitlerowskim okupantem.

Oświadczenie mieszkańców gminy Rogowo w obronie czci Zygmunta Ćwiklaka, pod którym na dwóch stronach widnieje 69 nazwisk fot. archiwum rodzinne Leszka Ćwiklaka
Oświadczenie mieszkańców gminy Rogowo w obronie czci Zygmunta Ćwiklaka, pod którym na dwóch stronach widnieje 69 nazwisk fot. archiwum rodzinne Leszka Ćwiklaka

     PARTIA ALBO ŚMIERĆ
     Po zakończeniu wojny Zygmunt Ćwiklak próbował pozostać wierny swoim wartościom i przekonaniom, nie angażując się w zaistniałej rzeczywistości społeczno-politycznej w życie partyjne, ale władze komunistyczne w tamtym czasie nie pozwalały nikomu o sobie zapomnieć, wyznając zasadę: kto nie z partią ten przeciw niej.
     Już w 1945 r. pracując na stanowisku księgowego w Mleczarni Rogowo, odbył mało przyjemną rozmowę z ówczesnym sekretarzem gospodarstwa Grochowiska Szlacheckie o nazwisku Rębacz, który pojawił się u niego w towarzystwie dwóch urzędników Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Partii Robotniczej w Poznaniu.
     Począł krzyczeć i wymyślać, dlatego że nie należę do Partii [PPR - przyp. bw] względnie Stronnictwa [Ludowego - przyp. bw], przy tym przystawiając mi broń do piersi żądając oświadczenia, że wstąpię do Stronnictwa Ludowego, co też z przymusu uczyniłem - pisał Zygmunt Ćwiklak w liście z 14 września 1957 r. do Związku Powiatowego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Żninie, w którym uzasadniał swoją niechęć do wstępowania zarówno do tego ugrupowania, jak i innych organizacji. List ten napisał w następstwie rozmowy telefonicznej, przeprowadzonej z sekretarzem ZP ZSL w Żninie, w czasie której był nakłaniany do wstąpienia w jego szeregi.
     Swoją apolityczną postawę poświadczał w liście argumentem, iż na funkcję kierowniczą w Kasie Spółdzielczej w Rogowie, którą pełnił od lutego 1952 r., został powołany w drodze awansu społecznego przez Komitet Powiatowy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Żninie, nie wykorzystując do tego żadnych towarzysko-partyjnych koneksji. Na potwierdzenie tego przywołał fakt, iż był każdego roku wybierany przez Walne Zgromadzenie Delegatów Komitetu w wyborach wolnych, a nie drogą narzucenia.
     OD SEKRETARZA GMINY DO KIEROWNIKA KASY
     Jeszcze przed zakończeniem działań wojennych, ale już po wyparciu Niemców z pałuckiej ziemi przez Armię Czerwoną, Zygmunt Ćwiklak kontynuował pracę jako sekretarz gminy Rogowo, tyle że w przywróconej już polskiej administracji. W rogowskim samorządzie pracował do 30 kwietnia 1945 r., a zakończenie pracy w tym miejscu było zapewne podyktowane względami politycznymi, związanymi z umacnianiem się komunistycznej władzy w Polsce przez obsadzanie stanowisk zaufanymi ludźmi z klucza partyjnego.
     Kompetencje i doświadczenie zawodowe Zygmunta Ćwiklaka sprawiły jednak, że nawet komunistyczne władze nie pozwoliły sobie na to, aby odsunąć go na boczny tor. Od 1 maja 1945 r. znalazł bowiem zatrudnienie w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Rogowie, gdzie pracował na stanowisku głównego księgowego do 31 stycznia 1952 r. W tym czasie na rodzinę Ćwiklaków spadło szczęście w postaci przyjścia na świat dwóch synów: Leszka (ur. 1946 r.) i Zbigniewa (ur. 1952 r.).
     Od 1 lutego 1952 r. Zygmunt Ćwiklak został przeniesiony z zakładu mleczarskiego do Kasy Spółdzielczej w Rogowie, gdzie otrzymał stanowisko kierownicze. Jak napisał w życiorysie sporządzonym w 1960 roku: Przeniesienie to nastąpiło na skutek żądania O/Banku Rolnego w Komitecie Powiatowym PZPR w Żninie, w celu naprawienia pracy i uzdrowienia stanu gospodarczego Kasy.
     Postawione przed nim zadania prawdopodobnie wykonywał w stopniu zadowalającym ówczesne władze, co potwierdzałby fakt, że pracował tam kilkanaście lat, a jego kierowanie Kasą Spółdzielczą przerwała dopiero śmierć, która zresztą zastała go 4 maja 1965 r. w miejscu pracy przy biurku. Kilka dni wcześniej skończył 57 lat. - Był to już jego trzeci zawał. Lekarz przyszedł, ale nie był już w stanie mu pomóc. Prawdopodobnie życie w ciągłym stresie w czasie wojny i później sprawiło, że dość szybko podupadł na zdrowiu i przedwcześnie zmarł - mówi z żalem syn Leszek Ćwiklak.
     Wdowa po Zygmuncie Ćwiklaku - Jolenta przeżyła bez męża jeszcze 36 lat, zmarła 2 września 2001 r. w wieku 86 lat i spoczywa wraz z nim na cmentarzu w Rogowie. W tym samym grobowcu pochowana jest również pierwsza żona Cecylia z córeczką, choć na tablicy nagrobnej nie są umieszczone ich nazwiska.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1291 (45/2016)

 

Przejdź do forum.

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2016 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry